Afrodyta, Diana i Maggie odnajdują w końcu dziecko tej pierwszej. Jak się okazuje Atlantiades się idealnie urządził w małym miasteczku Summergrove. Ma tam własną świątynie miłości i przemienił wszystkich dorosłych w swoich wyznawców. Każdy zakochuje się w każdym, ludzie myślą tylko o miłości i zabawie. Wspaniale, prawda? No nie tak wspaniale, jak dzieci, które są odporne na moce nowego amerykańskiego "boga miłości" widzą jak ich rodzice rzucają się w ramiona innych osób pod wpływem impulsu! Do tego porządku pilnuje armia kupidynów, by wszyscy dorośli "działali zgodnie z programem". Bo jak nie...! Afrodyta jest przerażona i wściekła od najbardziej heretyckiego wypaczenia w jej oczach daru miłości jakie popełnia Atlantiades dla własnych korzyści, ale o ile może zaraz przypomnieć kupidynom, kto tu jest panią, to z jej dzieckiem nie pójdzie tak łatwo. Do tego widząc przybyszy najpierw kieruje swój urok na Maggie- co w zasadzie okazuje się początkowo dość łatwe- a następnie na Dianę- co jest dużo trudniejszym wyzwaniem i tym bardziej to składnia go do skierowania na nią całej swej uwagi. Jednak owocuje to tym, że dorośli wymykają mu się spod kontroli i pierwsze co by chcieli, to go zlinczować za to, jak im urządził życie. Tymczasem w świątyni lokalnego boga miłości Maggie znajduje drogę - całkiem dosłownie- do nicości i zanurza się w nią, nie wiedząc, w jakie niebezpieczeństwa się pakuje. Diana i Afrodyta zaczynają podejrzewać, że jest to droga do wymiaru Olimpu i Themyskiry... Ale jeśli tak jest, ciemność przed nimi może pochłonąć tego, kto tam wejdzie...
To kolejna doskonała przygodówka z dużym elementem społecznym, następująca i powiązana z poprzednimi historiami. Dodatkowo dość ciekawie został pokazany Atlandiates, który właściwie jest tu ukazany jako postać tragiczna. Tak, jest arogancki i manipuluje innymi. Ale w trochę dość nieprzemyślany sposób chciał dla innych dobrze, ale narzucona miłość nie jest czystą miłością, a uleganie wyłącznie swoim pragnieniom może tak naprawdę bardziej skomplikować ludziom życie, niż je ułatwić. Jednocześnie widzimy jego relacje z matką i jak się okazuje, wcale nie było tak idealnie, jak Afrodyta sobie wyobrażała zapominając wcześniej pewne rzeczy.
Miałem trochę problemu, jak tłumaczyć jego wypowiedzi, gdyż... jest on hermaafrodytą! W języku angielskim użycie czasu przeszłego np. "I was" nie określa płci. Ale po polsku- w tym wypadku- "byłam/byłem", a może "było się/byłom"? Rysownicy też nie pomagają, gdyż choć miejscami ta postać bardziej przypomina kobietę, to na niektórych kadrach jest bardziej jak długowłosy młodzieniec. Do tego Afrodyta mówi o swoim dziecku "them", co bardziej można przetłumacyć jako "oni". Ostatecznie jednak zdecydowałem się tłumaczyć wypowiedzi dotyczące Atlandiatesa w formie męskiej. Po pierwsze ze względu na pewne jego zachowanie (nie, by inna kobieta nie mogła próbować uwodzić Diany, ale nie tylko o to chodziło). A po drugie, ponieważ to imię przypomina takie jak "Arystoteles", a to była forma męska.
" - Czemu opierasz się swoim pragnieniom? Jaki w tym sens? Co przez to zyskasz?
- W moich pragnieniach chodzi o więcej, niż tylko o mnie. Nikt nie istnieje w izolacji, nawet bóg. To, co mi sprawia przyjemność i zachwyt, może komuś innemu przynieść zranienie i smutek."
"Myślałem, że mogę uwolnić tych ludzi od kajdan ich zwyczajnego życia. Dać im szansę na początek i ulegnięcie swym najżarliwszym pragnieniom. Ale życie tak nie działa. Wybory, których dokonujemy podążają za nami." "Podążajcie za swoimi pragnieniami... ale wiedzcie, że mogą wyprowadzić was daleko od ludzi, którzy na was polegają. Możecie być zmuszeni do dokonania wyboru."

Mediafire:
WW - Miłość jest polem bitwy - 01 z 04
WW - Miłość jest polem bitwy - 02 z 04
Sendspace (ważne 30 dni)
WW - Miłość jest polem bitwy - 01 z 04
WW - Miłość jest polem bitwy - 02 z 04
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz