poniedziałek, 2 lipca 2012

Elseworlds - Superman - Egzekucja

Waverider przybywa z przyszłości, by sprawdzić, czy Superman nie stanie się groźnym tyranem. Tworzy się inna linia czasu...
Po tym jak Metropolis zostało zniszczone w atomowym wybuchu, Clark Kent powrócił do Smallville, gdzie ożenił się z Laną Lang. Jednak jego prywatne życie nie jest zbyt szczęśliwe. Jednocześnie jako Superman poprzysiągł, że nie spocznie dopóki nie zniszczy wszelkiej broni nuklearnej. Rząd USA uznaje go za wroga. Prezydent prosi Batmana o powstrzymanie Supermana, mówiąc mu, że człowiek ze stali zaczął zabijać, ale Mroczny Rycerz nie ufa politykom i przeprowadza własne dochodzenie. Ku swemu przerażeniu odkrywa, że Superman nie tylko zaczął zabijać, co popadł w szaleństwo. Tymczasem Liga Sprawiedliwości staje przeciw Supermanowi z katastrofalnym rezultatem... Batman stara się odwlec potencjalną konfrontację, ale wydaje się ona już jedynie kwestią czasu...
56 stron! Rewelacyjnie ukazane ponure, ale i budzące współczucie życie Supermana i dylemat przed jakim staje Batman!
"Nie reprezentuję jednego narodu. Reprezentuję interesy niewinnych. Każdego, kto był gnębiony przez światowych liderów i trzymany w biedzie i braku edukacji przez ich samolubne motywy."

Ciekawostki:
Jest to komiks z crossoveru "Armageddon 2001", ale jedyne co łączy te historie to postać Waveridera. Bohaterowie z rzeczywistości, w które wciąga ich Waverider w przeciwieństwie do rzeczywistości z "Godziny Zero" są całkowicie nieświadomi, że jest to alternatywna rzeczywistość. Jest to jedno z pierwszych pojawień się Waveridera.
Komiks został opublikowany w roku 1991, choć jego akcja rozgrywa się w 2001. W roku 2001 ZSSR... ma się dobrze!
Gdy JLA rusza przeciw Supermanowi lecą przeciw niemu "aż" 3 osoby. Martian Manhunter to telepata i w każdej chwili mógłby wezwać pomoc, ale jakoś tego nie robi. Ba! W ogóle nie używa swoich głównych atutów, a jedynie próbuje udowodnić Supermanowi, że jest mu równy fizycznie. Jak na największego racjonalistę z herosów, to trochę dziwne.
Batman mówi, że Martian Manhunter to najsilniejszy członek Ligi. Można postawić pytanie bez odpowiedzi, gdzie się podziała Wonder Woman?
Chętny do wojny i zbrojeń prezydent- kanalia z komiksu przypomina mi całkiem rzeczywistego prezydenta USA. Zostawiam domyślności czytelników, kogo w tej aluzji mam na myśli...
Wątek katastrofy atomowej i szaleństwa Supermana został też wykorzystany w przetłumaczonym przeze mnie wcześniej komiksie "Superman - Odległe ognie".

3 komentarze:

  1. Propnuję podobny tematycznie komiks
    Action Comics Annual 3

    OdpowiedzUsuń
  2. Być może Superman jest moim ulubionym superbohaterem, ponieważ to z nim pierwszym się zetknąłem. Jednak wydaje mi się on z nich wszystkich postacią najbardziej realną (pomijając fakt, że jest kosmitą). Jest to prosty chłopak, wychowany na wsi (tak jak ja), w którego rękach, zupełnie bez jego starań, znalazła się moc mogąca zmieniać świat, a nawet go zniszczyć. Zgodnie z z tym jak go wychowano, stara się wykorzystywać swoją siłę by pomagać ludziom, naiwnie wierząc, że na jego miejscu każdy postąpiłby tak samo. Jak dla mnie Superman jest postacią tragiczną. Pokazują to historie takie jak ta, a szczególnie Kingdom Come, Peace on Earth, czy Red Son, w których chęć pomocy przeradza się w obsesję, a może i w szaleństwo? Jednak w którym momencie następuje przekroczenie granicy, ja szerze mówię, że nie widzę. Obawiam się, że w naszym świecie, najpewniej, właśnie w przedstawiony tutaj sposób potoczyłaby się historia Supermana. Po prostu napotkałby po drodze zbyt dużo osób, którym obecny stan rzeczy pasuje i byliby gotowi wszelkimi sposobami walczyć o jego utrzymanie (głównie polityków, tak jak tu pokazano).
    Co do prezydenata, to ja nie skojarzyłem go z jakimś konkretnym politykiem, bo moim zdaniem żaden z nich zbytnio się od innych nie różni (mówię o politykach, nie tylko amerykańskich), chyba że trochę kolorem skóry. Ale może jestem dziwny.
    A jeszcze co do broni atomowej. Czytałem, że naukowcy, którzy pracowali nad pierwszymi bombami nie byli stu procentowo pewni, czy przypadkiem pierwszy wybuch nie zapoczątkuje reakcji łańcuchowej, która wypali całą ziemską atmosterę. Jednak przeważył pogląd, że "jeśli ktoś ma zniszczyć świat, to lepiej my, niż oni." No cóż, przy takim nastawieniu ludzkości na pewno nie przetrwamy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Do pierwszego anonima: mam to na uwadze, ale dopiero w przyszłym roku.
    Ubi:
    Bardzo Ci dziękuję, za ciekawy i obszerny komentarz. W wielu miejscach się z Tobą zgadzam. Superman to idealista, i chce pomagać ludziom i światu. Nie chce za to żadnej nagrody, nie jest też cyniczny (najwyżej czasami w niektórych Elseworldsach, albo jak zostanie "postawiony pod ścianą"- ale nigdy nie przekracza pewnej granicy). Można też powiedzieć, że pod względem zachowania można go uznać za wzór do naśladowania. Jest też istotą obdarzoną wielką mocą, którą stara się używać dla dobra ludzi, choć w oczach niektórych ludzi zgromadzenie tak wielkiej potęgi w jednym człowieku może być powodem do obaw.
    W naszym świecie jakby Superman trafił do współczesnego USA, to raczej za daleko by nie zaszedł. Nie wiem, czy czytałeś "Flashpoint" przetłumaczony przez CFC- tam w każdym razie Superman stał się obiektem eksperymentu militarystów i był wiecznie więziony. A realistycznie rzecz ujmując, Amerykę obecnie tak bardzo pożera paranoja i obawa przed każdym "obcym potencjalnym terrorystą", że aż to przypomina gorączkę antykomunistyczną w latach '60 tylko do kwadratu. W Europie jest spokojniej, ale zawsze się pojawią jakieś polityczne oszołomy, co zwłaszcza w Polsce w ostatnich latach jest dość widoczne.
    Tutaj masz rację, że Superman, a wręcz każdy z nowymi ideami i pomysłami zmiany status quo napotyka na mur oporu ludzi, którym może nie jest dobrze (poza politykami), ale nie zaryzykują zmiany rzeczywistości, do której się po prostu za bardzo przyzwyczaili. Chociaż też żyjemy w erze wymiany idei, zwłaszcza naukowych, więc jeszcze tak tragicznie w niektórych zakątkach globu nie jest.
    A co do aluzji do polityka z tego komiksu- mała podpowiedź: Polityk, który kocha wojnę, mieszanie się do wszystkiego, i chciał, by Ameryka była militarystycznym imperium, a który rozpoczął pogoń za terrorystami w myśl idei, "kto nie jest z nami, ten przeciw nam". Mała podpowiedź: Ten polityk miał na imię George- nazwiska nie powiem, ale teraz powinieneś skojarzyć. Na upartego można też podstawić Lyndona Johnsona, który zajął miejsce po Kennedy'm i z miejsca rozpoczął wojnę w Wietnamie i zaostrzył politykę Zachód-Wschód, którą Kennedy złagodził, ale nie trzeba sięgać aż tak daleko w czasie.
    Co do broni atomowej, to było tak, że początkowo nikt nie wierzył w jej stworzenie. Były pewne próby, ale niezbyt udane, i nie było przekonania, że to możliwe. Dopiero Einstein, gdy usłyszał pogłoskę, że naziści planują zbudować broń jądrową, przestraszony tą możliwością napisał list do Roosevelta informując go, że taka broń jest możliwa. Po Hiroszimie Einstein wielokrotnie żałował tego listu i w ostatnim okresie swego życia stał się szczególnie gorliwym pacyfistą i rzecznikiem światowego rozbrojenia. Natomiast co do osób faktycznie odpowiedzialnych za broń jądrową, to słyszałem (ale to już nie jest całkiem potwierdzone), że pilot, który zrzucił bombę na Hiroszimę się powiesił, a Oppenheimer, który ją opracował potrzebował później silnych środków na nerwicę.
    Co do ostatniego zdania to się zgadzam:( Jeśli będziemy tylko myśleć o zbrojeniach i szerzyć język nienawiści, to daleko nie zajedziemy...

    OdpowiedzUsuń